BLOG O WNĘTRZACH I PODRÓŻACH.
DWIE PASJE- PROJEKTOWANIE WNĘTRZ I PODRÓŻE. WITAJCIE W MOIM ŚWIECIE!

czwartek, 17 grudnia 2020

Jak przetrwać mørketiden czyli jak ujarzmić ciemności po skandynawsku

Mørketiden czyli czas ciemności...Jest to zjawisko naturalne, które występuje zimą na północ od koła podbiegunowego i oznacza w dużym skrócie, że nie oglądamy słońca przez kilka miesięcy. W najdalszych zakątkach bieguna północnego nawet sześć miesięcy, im bliżej koła podbiegunowego czas ten skraca się do około dwóch/trzech miesięcy...Tym samym ludzie żyjący na tych obszarach muszą jakoś radzić sobie z mniejszą lub większą ciemnością i brakiem słońca. Myślę, że Skandynawia wypracowała sobie sporo możliwości aby czas ten przetrwać i choć w naszym obszarze geograficznym sytuacja przedstawia się znacznie lepiej to możemy korzystać ze sprawdzonych przez Skandynawów metod. Myślę, że w chwili obecnej do mørketiden można podejść nieco metaforycznie- w obliczu obecnych ograniczeń związanych z pandemią jest to też ciemny czas dla podróży, kontaktów międzyludzkich i zwyczajnego życia bez myślenia o zagrożeniu. Czas ten niejednemu z nas dał się we znaki w sferze psychicznej - musieliśmy częściowo zapomnieć o życiu, które znamy. Aby osiągnąć w tym wszystkim odpowiedni dystans i perspektywę czasem po prostu musimy się wyłączyć nawet jeśli nie chcemy...W obliczu zbliżających się świąt możemy ten czas spożytkować również na zastanowienie się nad tym co w naszym życiu jest naprawdę wartościowe i najważniejsze.


A zatem jak przetrwać mørketiden...

1. Kontakt z naturą
W Skandynawii pogoda nie ma znaczenia w myśl przysłowia "nie ma złej pogody są tylko złe ubrania". Zatem każdy wolny czas należy spędzać na łonie natury, uprawiając sport lub piesze wycieczki. To nas wzmacnia nie tylko fizycznie ale i daje oddech psychiczny. W Norwegii taka wycieczka powinna być dodatkowo zaopatrzona w słynny kvikklunsj i pomarańczę:)




2. Duńskie hygge, norweskie kose i szwedzka fika
O duńskim hygge i norweskim kose pisałam już nieraz i ciągle uważam, że jest to jeden z najlepszych sposobów aby przetrwać zimowe ciemności. Najogólniej mówiąc są to określenia na to aby "zrobić sobie dobrze" w sensie psychicznym :) Ciepły kocyk, ogień w kominku, ukochane skarpety i tysiąc pachnących świeczek - zatapiamy się w fotelu i po prostu chłoniemy przytulność. A od czasu do czasu skal vi fika? czyli idziemy na fikę- pyszna kawa i bułeczki cynamonowe w towarzystwie bliskich i przyjaciół czy współpracowników w "normalnych" czasach to po prostu przerwa od zabiegania i moment na oderwanie głowy od obowiązków.





3. Czytamy, studiujemy, rozwijamy się...
Dobra książka jak już zatopimy się w hygge jest niecenionym sposobem na "przetrwanie". Dodatkowo w czasie pandemii można jednak znaleźć jakiś pozytyw- nauczanie zdalnie nie w każdym przypadku jest beznadziejne i nie sprawdza się...Z moich doświadczeń zajęcia na studiach prowadzone są dokładnie tak samo bez większych niedogodności a nawet powiedziałabym z udogodnieniami- ciepłe kapcie na nogach, pyszna kawa w zasięgu ręki w nieograniczonych ilościach, zapalone na stole świece i fascynujące zajęcia- jeśli oczywiście studiuje się to co się kocha:) No i poczucie, że rozwijamy się nawet jeśli nie możemy podróżować tak jak byśmy chcieli...




Tak jak nie da się mieć za dużo świeczek , nie da się mieć za dużo książek...Dla zainteresowanych tematyką krajów skandynawskich polecam reportaże Ilony Wiśniewskiej w postaci trzech książek- bez słodzenia i owijania w bawełnę o mørketiden ,życiu w Skandynawii, jej niekoniecznie łatwej historii, kulturze i życiu w najdalszych zakątkach tych zimnych i czasem nieprzyjaznych krain.





4. Kreuj przestrzeń wokół siebie.
W tym roku psychologowie zalecają aby zacząć przygotowania świąt wcześniej niż zwykle. Stworzyć atmosferę w domu, która da nam ukojenie i poczucie, ze w tych trudnych czasach mamy jednak na coś wpływ....Przede wszystkim zadbajmy o siebie, nasze zdrowie i najbliższych.




6. Radość z małych rzeczy...
Codzienność też potrafi być piękna...






Pięknych Świąt! :)


niedziela, 4 października 2020

PODRÓŻE: SARDYNIA - kwintesencja Włoch na zielonej wyspie

 Podróż przez Sardynię była bardzo emocjonalna z wielu powodów. Po pierwsze przez pandemię i covid była kilkakrotnie przekładana i wyczekana jak żadna inna. Po drugie ze względu na niezwykle ważne dla nas wydarzenie mające miejsce na Sardynii i w końcu przez wielość i różnorodność "włoskości" jakie można na Sardynii znaleźć oraz wydarzenia, które wytrącają człowieka ze spokojnej codzienności i każą mierzyć się z nieprzewidywalnymi przeciwnościami losu. Sardynię pierwszy raz odwiedziliśmy cztery lata temu i wówczas przez podróż samolotem i ograniczony czas udało nam się zobaczyć jedynie jej północno-wschodnią część czyli głównie Szmaragdowe Wybrzeże. Sardynia jednak ma do zaoferowania naprawdę wiele, jest bardzo duża i niezwykle różnorodna. A jej piękna natura musi nieraz mierzyć się z głupotą ludzką, brakiem dbałości i ogromem śmieci pozostawianym przez ignorantów, niestety...






























W podróż wyjechaliśmy w sierpniu choć zaplanowana była na maj- wówczas nie musielibyśmy walczyć z wysokimi temperaturami, które na Sardynii w tym miesiącu potrafią doskwierać. Ale za to temperatura wody oscylująca w granicach 23 stopni w maju byłaby jedynie marzeniem, więc minus został wynagrodzony plusem. Podróżowaliśmy samochodem, naszym przerobionym "kampervagenem", którym zwiedziliśmy już sporo no i oczywiście z ukochanym czworonogiem. Ten drugi czynnik sprawił, ze na podróż musieliśmy przeznaczyć jednak więcej czasu- i tak pokonanie Czech i Austrii trzeba liczyć w jeden dzień, drugi natomiast to całe Włochy aż do Livorno, skąd odpływa prom. My jednak na prom wsiedliśmy dopiero w trzecim dnu, dzięki temu mogliśmy jeszcze zregenerować siły nad włoskim jeziorem na kontynencie. Gdyby nie pozamykana część kempingów, pandemii w zasadzie możnaby nie zauważyć...Środki ostrożności w przestrzeni publicznej oczywiście tak ale poza tym spokój. Byłam zszokowana kiedy przed wjazdem na prom wyczytałam na łamach "pseudo prasy", ze turyści uciekają z Sardynii ze względu na ilość zakażeń....Rozejrzałam się wokół- spokojni ludzie, uśmiechnięci w oczekiwaniu na prom- to samo po przypłynięciu na miejsce. Gdzie ta panika? Chyba tylko w polskich mediach.....





















Podróż z Livorno do Golfo Aranci w zależności od promu zajmuje 6 a nawet 9 godzin. Na Sardynię mieliśmy szczęście trafić na ten szybszy rejs i o świcie można było rozkoszować się już kawą z widokiem, idealną temperaturą i cudownym powietrzem.




















Rozpoczęliśmy naszą podróż przez wschodnią część Sardynii aby dotrzeć na południe i tam spędzić kilkanaście dni. Krajobraz przemienia się cudownie- od bezkresnych połaci na północy po wysokie góry na wchodzie i wymagającą trasę serpentynami nad przepaściami.













































Tak niestety wyglądają miejsca "mniej turystyczne" - pozostawione śmieci wszelkiego rodzaju w takim krajobrazie są szokujące...


Na wschodzie udało nam się znaleźć jak się później okazało jedyną płynącą na Sardynii rzekę- reszta była o tej porze roku całkowicie wyschnięta. Tutaj również bardzo urokliwy Arbatax i cudownie położone z niesamowitym widokiem klimatyczne miasteczko Baunei. 


Odpoczynek w cieniu drzewa korkowego...



Arbatax


Baunei





Po wyjeździe z Baunei, serpentynami w dół warto udać się do maleńkiej miejscowości Santa Maria Navaresse- jest tam wszystko aby cudownie odpocząć- wspaniała woda, urokliwy port i spora ilość knajpek w cieniu...Czasem znajdą się też włoscy kelnerzy, którzy z całkowitym spokojem na niewygodne pytania miło odpowiedzą "to nie jest mój problem" :)  W trakcie wyjazdu okazało się, ze takie włoskie podejście potrafi w sposób całkowicie bezkonfliktowy rozwiązać niewygodne sytuacje:) Podróże kształcą!






Samo południe to przepiękne wybrzeże Costa Rei, które dzięki covid pomimo sezonu w pełni nie było wcale aż tak zatłoczone. Tutaj znaleźliśmy prawdziwą enklawę na kilkanaście cudownych dni.









Cagliari czyli stolica Sardynii specjalnie nie zachwyca...Myślę, że dużo ładniejsza jest Olbia i zdecydowanie bardziej przyjemniejsze jest Alghero...Cagliari sprawia wrażenie bardziej przemysłowego niż urokliwego włoskiego miasta.





















I oto najważniejszy dzień, na który czekaliśmy....:)

































































Ostatnie kadry z Costa Rei i ruszamy dalej...


















W podróży najpiękniejsze jest to, że nigdy nie wiemy co przyniesie kolejny dzień....Na południu warto zatrzymać się też w Puli i na plażach Chia....A będąc w drodze nie wiadomo kogo się spotka. Kilkakrotnie na postojach zagadywali do nas Włosi- i tutaj rzeczywiście należało mocno odświeżać znajomość włoskiego aby się porozumieć- ale zawsze były to sympatyczne pełne śmiechu spotkania:)  Raz też kiedy nie mieliśmy pomysłu gdzie spędzimy noc, spotkaliśmy przesympatyczną polską parę, która zaprosiła nas do winnicy, w której wynajmowała dom abyśmy tam mogli spędzić noc:) Serdecznie Was pozdrawiamy!

















Będąc w południowo-zachodniej części Sardynii koniecznie trzeba pojechać na wysepkę Sant' Antioco- nie jest to miejsce aż tak oblegane przez turystów a dzięki temu jest tam mnóstwo miejsc gdzie można spokojnie się zatrzymać.






Urokliwe miasteczko na wyspie- Calasetta













































I dalej przemieszczając się z południa na północ wyspy, tym razem zachodnią częścią nie można pominąć miasta Bosa- wąskie uliczki i prawdziwie włoska, klimatyczna architektura


































Kolejny przystanek - Alghero. Alghero to jedno z takich miejsc, którym można zachwycić się od razu i nic nie jest w stanie tego już zmienić...Sardynia jest bardzo zieloną wyspą. Wbrew pozorom zdarza się tutaj deszcz- nawet w sezonie- my przeżyliśmy prawdziwe burze i ulewy dwukrotnie. Na południu jednakże jest bardzo mało palm, na północy znacznie więcej i jadąc z południa na północ po wjeździe do Alghero jest to jeden z elementów, który od razu przykuwa uwagę....Bulwar z palmami przy porcie.



A potem jest już tylko lepiej, prawdziwie zadbane, kurortowe miasto, z uroczymi sklepikami z rękodziełem i tablicami z wizerunkami mieszkańców Sardynii, który dożyli sędziwego wieku 100 lat i więcej:)














Z każdej podróży przywozimy coś cennego. Przede wszystkim wspomnienia! Ważne aby kreować je tak aby były dla energią i wsparciem kiedy nadejdzie ciężki czas. Czasem taki cięższy czas może zdarzyć się też w podróży. Nigdy nie wiemy jak dokładnie nasza podróż się potoczy i kiedy się skończy, jak w życiu...W trakcie tej podróży musieliśmy zmierzyć się z chorobą naszego czworonoga. Dzięki temu poznaliśmy też włoskich weterynarzy, ich sposób pracy, podejście do zwierząt, do nas i zdobyliśmy kolejne doświadczenie- niełatwe ale i takie w życiu muszą się pojawić. Kilka tygodni na Sardynii pozostanie jak każda podróż czasem niezapomnianym i nie do przecenienia!