WITAJCIE NA BLOGU Live- Creative TWORZONYM PRZEZ PRACOWNIĘ PROJEKTOWĄ ARTE-INTERNI. PROJEKTOWANIE WNĘTRZ, PODRÓŻE, SKANDYNAWIA OTO CO JEST MOJĄ PASJĄ I INSPIRACJĄ DO DZIAŁANIA. MAM NADZIEJĘ, ŻE ZACIEKAWI WAS KAWAŁEK WŁAŚNIE TEGO ŚWIATA.
DZIĘKUJĘ ZA ODWIEDZINY NA Live Creative- BLOGU O WNĘTRZACH I NIE TYLKO:)


poniedziałek, 15 października 2018

PODRÓŻE: Gran Canaria czyli mały kontynent w pigułce/ Gran Canaria a little continent in a nutshell

Gran Canaria podobnie jak Teneryfa określana jest małym kontynentem w pigułce. Jest to absolutna prawda. Znaleźliśmy tam wszystko: tony piasku na słynnych wydmach w Maspalomas, wypalone słońcem bezdroża, zielone zagajniki palmowe, wysokie góry, odludne czarne plaże, do których można dotrzeć szutrem lub jedynie na piechotę małe klimatyczne miasteczka i potężną aglomerację Las Palomas. Pokonując kolejne kilometry za każdym razem można było znaleźć się pośród innego krajobrazu i w całkowicie innym świecie. O dziwo, południe Gran Canarii będące największym komercyjnym kurortem wyspy nie było dla mnie aż tak "traumatyczne" jak południe Teneryfy (o Teneryfie pisałam tutaj). Nie lubię komercji, kurortów i tłumów- uwielbiam naturę, stąd takie miejsca traktuję zwykle z dystansem ale obowiązkowo- aby powiedzieć coś o danym miejscu trzeba je przecież poznać prawda? Być może przez architekturę, która okazała się być zdecydowanie bardziej "poukładana" niż na Teneryfie, czasem nawet przypominająca Lanzarote i ład Cezara Manrique, południe Gran Canarii okazało się dla mnie do przyjęcia. Pomijając tłumy plażujące w Maspalomas i kilometry plaż dla nudystów (tylu gołych pup naprawdę nie naoglądałam się nigdzie) - wydmy zrobiły wrażenie a te same miejsca wczesnym wieczorem przemieniały się w magiczny świat natury kiedy tylko znikali z nich ludzie. Bogaty świat krabów i ptaków okazywał się niedostępny dla turystów biegnących po całym dniu wylegiwania się na kolację i shopping:)


      1.  Dunas de Maspalomas - naprawdę warto! Widok niesamowity a przeprawa przez piasek w prażącym słońcu może naprawdę dać namiastkę przeprawy przez pustynię.


2. Playa des Amadores- zdecydowanie najpiękniejsze miejsca na wyspie znajdują się jadąc na zachód. Jedna z najpiękniejszych plaż Playa des Amadores jest też jedną z najchętniej uczęszczanych i komercyjnych. Wczesny poranek jest na niej znośny- z biegiem dnia pojawiają się tłumy. Droga GC-500 biegnąca wzdłuż wybrzeża jest naprawdę przyjemna, idealna do podziwiania widoków i oceanu. Wszystkie drogi na Gran Canarii naprawdę zachęcają do przemieszczenia się a nie wylegiwania na plaży:)



















3. Puerto de Mogan- klimatyczne małe miasteczko, w stylu "małej Wenecji". Kolejny komercyjny punkt na mapie, jednak można wypić świetną sangrię a ludzie się bardzo otwarci. Nie można narzekać na architekturę i przepięknie kwitnące bugenwille.








4. La Veneguera- poza komercją i utartym szlakiem. Aby dostać się na tą plaże musieliśmy przejechać ok 10 km przez szuter, plantację bananów, kamienie i dziury....Na końcu tej męki naszym oczom ukazał się widok niemalże jak na bezludnej wyspie, plaża z czarnym piaskiem i kamieniami, kamper a w niedługim czasie mężczyzna wyglądający niemalże jak Robinson Crusoe i jego dwa psy:) Miejsce niezwykle refleksyjne, szczególnie kiedy można na własne oczy zobaczyć jak niewiele do życia potrzeba....



Z doświadczenia już wiemy, że najlepsze lokalne jedzenie znajduje się zawsze w najmniej uczęszczanych przez turystów miejscach i takich właśnie szukamy. Co z tego, że nikt nie mówi po angielsku- świetne jedzenie da się zamówić i bez tego:)


5. Barranco del la Aldea, Loz Azulejos i droga GC210- jadąc z zachodu wgłąb wyspy można podziwiać niezwykłe Barranco de la Aldea i przejechać drogą przez góry nr GC210, która w przewodnikach odradzana jest dla kierowców o słabych nerwach. Niezwykle kręta trasa prowadząca coraz wyżej i wyżej- przepiękne widoki- ale to nic...O prawdziwie krytycznej drodze przewodniki nie piszą- zbaczając na drogę nr 606 można naprawdę zrozumieć co to jazda na krawędzi. Droga jest nie tylko wąska jak 210 na jeden samochód z mijankami, nie tylko ma zakręty na 90 stopni ale ponadto w części nie posiada barier zabezpieczających i jedzie się tuż nad przepaścią...Z wszystkich krętych dróg- nawet drogi Troli w Norwegii, dróg na Teneryfie czy Krecie - ta była najbardziej niebezpieczna. Natomiast na szczycie mogliśmy podziwiać widoki niezwykłe a zza chmur wyłonił nam się szczyt El Teide na Teneryfie! Niezwykłe przeżycie!







6. Niezwykły urok centralnej wyspy czyli drogi poza kurortem- Santa Lucia de Tirajana, Fataga i Arteara...




7. Palmitos Park na Gran Canarii a Loro Park na Teneryfie- jeśli ktoś odwiedził Loro Park na Teneryfie to Palmitos może sobie zdecydowanie odpuścić. Loro Park to zdecydowanie większy obszar gdzie zwierzęta mogą czuć się o wiele swobodniej, odniosłam wrażenie, ze są też dużo bardziej zadbane. Faktycznie są tam też miejsca pokazujące jak zwierzęta się leczy więc można odnieść wrażenie, ze faktycznie trzymanie zwierząt na uwięzi ma w tym przypadku sens. Jestem zdecydowaną przeciwniczką trzymania zwierząt na uwięzi kompletnie bezzasadnie, jedynie dla zaspokojenia ludzkiej ciekawości czy próżności czy co gorsza traktowania tej formy jako biznesu! W Loro Park miałam mieszane uczucia ale na pewno jest to miejsce znacznie lepiej dla zwierząt zorganizowane niż Palmitos. Pomijam kwestie trzymania na uwięzi delfinów!



8. Las Palmas- przejechanie z południa wyspy na północ do Las Palmas to kwestia około 50 minut a zatem warto, biorąc pod uwagę świetną drogę i tanie paliwo- 1 euro za litr! Choć sama stara część miasta nie jest specjalnie rozbudowana ani zbyt mocno atrakcyjna to dla architektury i samej atmosfery (trafiliśmy na tańce seniorów na jednym z placów) warto! Warto wynająć samochód w Cicar- nie wymagają depozytów jak większość innych firm a obsługa jest szybka i konkretna (mając porównanie do innych miejsc gdzie wynajmowaliśmy samochód).




Gran Canaria w pażdzierniku okazała się zdecydowanie bardziej gorąca niż się spodziewaliśmy. Wyspy Kanaryjskie to przecież wyspy wiecznej wiosny i o ile Lanzarote w grudniu czy Teneryfa w kwietniu były faktycznie wiosną czy wczesnym latem to Gran Canaria z 30 stopniowym upałem była naprawdę gorąca. Miejsce warte zwiedzenia - i jest to słowo klucz- zwiedzenia- nie wyleżenia na plaży i nie ruszenia stopą poza kurort- choć każdy ma co woli:):) 

poniedziałek, 8 października 2018

PROJEKT: nowoczesna męska łazienka w dwóch wydaniach/ PROJECT: modern bathroom in two ways

Każde wnętrze można zaprojektować wielorako. To, jaką finalnie osiągnie formę uzależnione jest od wielu czynników ale przede wszystkim od tego, kto będzie z danej przestrzeni korzystał i jakie ma potrzeby. Inaczej wyglądać będzie łazienka w dużym domu z gromadką dzieci, inaczej w małym mieszkaniu i w wydaniu męskim. Projektowanie takiej przestrzeni to analiza różnych opcji funkcjonalnych i wariantów estetycznych. Poniżej projekt, przy którym założenia estetyczne były jasne i skonkretyzowane przez Inwestora, natomiast analiza dotyczyła głównie zagospodarowania przestrzeni. Mieszkanie w stanie deweloperskim narzuciło niestety pewne rozwiązania, do których konieczne było dostosowanie- jak kaloryfer nad pralką- jednak ostatecznie udało się dość fajnie ukryć pralkę i znaleźć sporo przestrzeni do przechowywania. Dwa warianty dotyczyły głównie prysznica oraz wanny- świetnie widać jak bardzo wybór konkretnej opcji wpływa na odbiór przestrzenny wnętrza. Priorytetem było przechowywanie zatem przy opcji zabudowy prysznica udało się estetycznie ukryć min. kosz na brudną bieliznę i finalnie ta wersja wygrała:) Czekamy na realizację!
Each interior can be arranged in many ways. The final version is connected with many different factors like who is going to be the main recipient of this interior. A large bathroom for a big family will look different than a small bathroom for a single. Making arrangement of such space is a great analysis of different function and aesthetic options. Below a project where aesthetic assumptions were clear and specified by the investor, but analysis was connected especially with functionality. Two variants was connected mainly with arranging shower or a bathtub- and it can be seen well how much they impact on space in this interior. Storage was the priority, so together with the shower it was much easier in aesthetic way to put i.g. a laundry basket and this version finally won:) Now we are waiting for realisation!

                                                                  PORÓWNANIE/ COMPARISON:
                                                                    Ver 1 - prysznic/ shower


Ver2-wanna/ bathtub


Ver1






Ver 2- wanna








wtorek, 28 sierpnia 2018

PODRÓŻE: NORDKAPP przylądek północny w podróży przez Finlandię czyli tam i z powrotem

Podróżować to jak dwa razy żyć...a podróżować bez zegarka, bez konkretnego planu i  zupełnie niezależnie to nawet jak trzy razy:) Uzależnienie od podróżowania to szczęśliwie taki nałóg, którego leczyć nie trzeba i można a nawet trzeba z nim żyć. Kiedy mówię, że wyjeżdżamy na kilka tygodni spotykam się z różnym reakcjami, najczęściej zdziwieniem, równie często stwierdzeniem po co, czasem nawet z głębszą refleksją w formie "kto wyjeżdża na kilka tygodni!"...Otóż ja i moje "stado"!:) Najpiękniejszy w życiu czas, który możemy poświęcić jedynie sobie, oczyścić umysły, oderwać się od codzienności, która, nie oszukujmy się w Polsce dla nas kojarzy się przede wszystkim z pracą i ciągłym brakiem czasu, gonitwą, którą nakręcamy w naszym kraju sobie wzajemnie na co dzień...Tylko po co? To podróż na własną rękę tak naprawdę uczy nas tego co wartościowe- poznawania siebie, szanowania tego co ważne, cieszenia się małymi rzeczami, organizacji tematów niezbędnych do przetrwania i szacunku dla natury! Takiego doświadczenia nie da nikt i nic, nie nauczą książki ani nie przekażą znajomi! Taka podróż jest bezcenna i nie zrozumie tego wysiłku nikt, kto nie doświadczył jej na własnej skórze. To nie topienie się w zapewnionym all inclusive ale szkoła radzenia sobie i refleksji nad życiem. Dobrze, żeby nie musieć tłumaczyć tego każdemu kto zapyta ale po co?:)
W zeszłym roku ten czas poznawania zaprowadził nas do bramy Arktyki czyli norweskiego Tromso- o podróży przez Norwegię pisałam tutaj. W tym roku myśleliśmy o dotarciu jeszcze dalej czyli na Nordkapp, ale nie stawialiśmy sobie tego celu jako cel nadrzędny. Założyliśmy sobie podróż przez kolejny skandynawski kraj, którego jeszcze nie znaliśmy czyli Finlandię- z myślą, że jeśli będziemy chcieli i poczujemy to naprawdę- to dojedziemy na Nordkapp!:)
Ruszyliśmy ze Śląska trasą przez Mazury, Litwę, Łotwę, Estonię do Finlandii.



Na dłużej zatrzymaliśmy się tylko żeby zobaczyć Tallin, o pozostałych krajach kilka słów później. Tallin przywitał nas egzotyczno-południową atmosferą z temperaturą ok 30 stopni C, tłumem turystów i prawdziwie wakacyjnym klimatem co dla 44 kg miłości, czyli naszego labradora Dahara było mocno nie do zniesienia, dla nas w tej sytuacji tym bardziej...Ale zatrzymać się i tak było warto!



Prom z Tallina do Helsinek (podobnie jak z powrotem) kosztował krocie, 240 euro za 2,5 godzinną trasę z koniecznością wykupienia kabiny dla czworonoga- ale wiadomo- zamknięcia w klatce i psiej traumy ryzykować nie chcieliśmy a w sumie warto było bo daliśmy radę wszyscy się zregenerować po niełatwej w sumie podróży. najgorzej niestety podróżuje się przez Polskę- jeszcze sporo czasu upłynie nim to się zmieni, goni nas Litwa z totalnym brakiem infrastruktury dla osób podróżujących kamperami. Trochę lepiej wypada Łotwa i Estonia gdzie przynajmniej pojawia się już dostępność wody dla kamperów na stacjach benzynowych. Ale już wkrótce przyszło nam się przekonać, że tak naprawdę tylko Norwegia to prawdziwy raj dla kamperowiczów a reszta zostaje daleko w tyle....'

Finlandia- kraina tysiąca jezior:)
O tak, to stwierdzenie zweryfikowaliśmy naprawdę szybko, kierowaliśmy się w miarę w linii prostej na północ, przez najbardziej znane ze skoków narciarskich fińskie miasta jak Lahti, Kuopio i Kuusamo. Finlandia nie rozczarowywała, wręcz przeciwnie, z dnia na dzień odsłaniała swoje coraz piękniejsze skandynawskie oblicze. Im dalej na północ, tym bardziej dziewicze tereny i piękniejsze krajobrazy. 


Jezioro na wyłączność? Bardzo proszę!
Prawdziwy raj dla wędkarzy i miłujących święty spokój! Żeby znaleźć naprawdę fajną "miejscówkę" trzeba było trochę poszukać...Google earth w dłoni pomagało choć nie zawsze, czasem naprawdę pięknie miejsce można było znaleźć po prostu "z drogi"...nasze wymagania przekraczały znacznie "miejscówki", których początkowo szukałam na blogach osób, które w Finlandii już były. Ogólnodostępny parking bez widoku? Dla nas odpada, z przerażeniem oglądałam zdjęcia niektórych "podróżników". Podstawa to widok i bezpośredni dostęp do wody dla uzależnionego od niej labradora (3 razy na dzień kąpiel to absolutne minimum, bez którego podróż zamieniała się w istną męczarnię- potrzeby psa absolutnym priorytetem gwarantującym święty spokój czyli kolejną najbardziej porządaną rzecz).



Święty spokój, "inny świat" i ...komary!
Dość szybko nachodzi nas refleksja, że Finlandia podobnie jak Norwegia to po prostu "inny świat". Wszyscy cenią sobie własną prywatność z szacunkiem do prywatności innych! W całej Skandynawii można biwakować w dowolnych miejscach uznając obowiązujące prawo dostępu wszystkich do natury. Niejednokrotnie mieliśmy jezioro dla siebie na wyłączność, a ktoś kto przyjechał szybko odjeżdżał aby nie zakłócać naszej prywatności w poszukiwaniu "własnego" jeziora:) Raz na "miejscówkę" przyjechało małżeństwo starszych Finów- powitali nas serdecznie, pani pobiegła szybko łowić ryby, pan zasiadł z gitarą i zaczął śpiewać nam fińskie piosenki:) "Inny świat" pomyśleliśmy:) Jedyną niedogodnością były komary...w niektórych miejscach było ich mnóstwo, w innych wcale, ciężko było odkryć regułę. Silny wiatr za to pomagał zawsze:)




























Czysto, czyściej, najczyściej!:)
Spędziliśmy w Finlandii kilka tygodni i podczas całego tego czasu ani razu nie napotkaliśmy przy brzegu jeziora czy nieopodal puszek, potłuczonych butelek czy jakichkolwiek śmieci. Typowo skandynawskie myślenie to myślenie również o innych- zachowanie czystości w miejscach ogólnodostępnych to podstawa. Jedyne śmieci jakie napotkaliśmy to na postoju przy autostradzie gdzie zatrzymują się głównie turyści oraz nad mazurskimi jeziorami w drodze powrotnej co było naprawdę niemiłym powitaniem zaraz po powrocie do kraju.
Poranny widok z kampera:



Kontakt z naturą bezcenny!
Laponia - fantastyczna kraina! Jeziora z białym lub różowym piaskiem i renifery na każdej drodze to codzienność. Widzieliście kiedyś białego renifera na plaży? Ja tak, przez 5 sekund zanim nie pobiegł za nim Dahar....






Skarby narodowe- Park Narodowy Oulanka!
Chyba najpiękniejszy Park Narodowy jaki widziałam kiedykolwiek. Fantastycznie utrzymane szlaki, widoki, cisza, spokój, nienarzucający się Finowie pozdrawiający jedynie po drodze, niektórzy nawet z uśmiechem co w wydaniu fińskim to już znaczna poufałość:) Wstęp dla psów bez ograniczeń, wydzielone miejsca na biwak- tylko obcować z naturą!





Aż chce się jechać- drogi w Finlandii.
Przyzwyczajeni do krętych, często stromych górzystych dróg w Norwegii w Finlandii odetchnęliśmy z ulgą. Drogi szerokie, świetnie utrzymane, proste, mało zatłoczone, nawet te szutrowe całkowicie pozbawione dziur co nie mieści się w głowach polskich drogowców! Nic dziwnego, że mają świetnych kierowców rajdowych- ćwiczyć jest gdzie, choć normalnie prędkość na drogach to  częste ograniczenia do 80km/h ze względu na łosie i renifery. Ale spieszyć się naprawdę szkoda, bo ominą nas takie widoki.






















Nordkapp- The North Cape!
Jadąc na Nordkapp nie miałam kompletnie żadnych wyobrażeń ani oczekiwań.Słyszałam różne rzeczy, wiedziałam, że muszę zweryfikować sama aby móc mieć własne zdanie. To co gdzieś przewinęło mi się przez uszy to słowo "komercja". Że to już nie to co dawniej...wiedziałam, że rok rocznie przyjeżdzają tam tysiące ale co to miało z komercją wspólnego? Droga na Nordkapp nie jest łatwa choć jest przepiękna. My jechaliśmy mam wrażenie tą najpiękniejszą bo po przekroczeniu granicy fińskiej od nietypowej strony Karasjok spora część prowadziła fiordem. Skończyła się prosta, fińska, szeroka droga- zaczęła typowo norweska. Jechałam zmęczona ale i oniemiała widokami- Norwegię można za te widoki i ten klimat, niejednokrotnie niesprzyjający, surowy kochać lub nienawidzić, ja należę do grupy pierwszej zatem te widoki pochłaniają mnie w całości zawsze. Było coraz zimniej, kilka stopni, mżawka i silny wiatr. Wielki podziw dla tych, których mijaliśmy po drodze a pokonywali tą drogę na rowerach! Niesamowity wyczyń i wysiłek! Niektórzy sami, inni w parach, niektórzy z psami. Cały dzień wysiłku i jeszcze rozkładanie namiotu na noc w takich warunkach- szacun! 




Nordkapp to komercja!?? Oj, chyba nie byłeś w Rovaniemi!
Pomimo niesamowitego zmęczenia, głodu i huraganowego wiatru, który powitał nas na Nordkapp nic nie mogło zatrzeć wrażenia niesamowitości! Po pokonaniu 3321km zwiedzając po drodze Finlandię dotarliśmy na Nordkapp. Nie można uwierzyć, że to już to, że dotarliśmy! Rzut okiem na Morze Norweskie i idziemy w stronę głównego budynku. Nie można wejść do środka z psami, za to cały obszar zewnętrzny jest do pełnej dyspozycji. Wchodząc na ten "komercyjny" ląd przekraczając główne wejście zwracam uwagę na palące się lampiony. Tylko w Norwegii możliwa jest taka dbałość o najmniejszy szczegół. Wnętrze fantastycznie zaprojektowane, z wielką klasą, podzielone na część naziemną i podziemną. Wiadomo, na zewnątrz najważniejszy jest globus ale to w środku panuje naprawdę wzniosła atmosfera. Gdzie tu komercja? Że sklepik z pamiątkami? A co z wystawami świetnie opisującymi historię? Z kaplicą przepięknie zaprojektowaną w skale i drewnie bez cienia patosu gdzie rozbrzmiewa muzyka Jana Garbarka? Co z niesamowicie zrealizowanym filmem pokazującym nie tylko sam przylądek ale i życie mieszkańców podczas czterech pór roku, gdzie nie pada ani jedno słowo a wiadomo wszystko bardziej dobitnie niż po przeczytaniu stosu artykułów? Film widziałam dwukrotnie i dwa razy płakałam, tak niesamowicie zadziałał na moją niemałą wrażliwość....

































































 Jedyne czego żałowałam, to, że nie mogłam zobaczyć przylądka podczas białych nocy, kiedy świeci przepiękne północne słońce, które nie zachodzi ...Cóż, pozostanie na następny raz:) za to noc, którą spędziliśmy na Nordkapp w warunkach ekstremalnych przy huraganowym wietrze, który trząsł cały autem będę wspominać długo. Rano cały parking jeszcze późnym wieczorem pełny był niemalże całkowicie pusty a my mogliśmy chłonąć atmosferę do woli- kiedy tylko wiatr na to pozwalał:) temperatura odczuwalna jakieś 4 stopnie C:)



Rovaniemi, czyli Mikołaju, dlaczego nie mieszkasz w małej chatce z zagrodą dla reniferów?
Nawiązując do poprzedniego tytułu- jeśli ktoś nazywa Nordkapp komercją z pewnością nie był w Rovaniemi u Mikołaja! Z wielkiej norweskiej klasy Nordkapp wiedzeni ciekawością wracamy do Finlandii aby zobaczyć jej dalszą część w tym słynną przytulną chatę Mikołaja z palącym się kominkiem i zagrodą reniferów, który właśnie odpisuje na listy dzieci czyż nie tak właśnie to ma wyglądać? Jeśli komuś towarzyszą takie same wyobrażenia jak mi to niestety zostanie podobnie jak ja w tym miejscu zdruzgotany i zamieciony! Takiej komercji nie widziałam w życiu nigdy - choć sporo już widziałam- i myślę a może raczej mam nadzieję, że więcej nie zobaczę! Tutaj Finowie się nie popisali. Wielkie centrum handlowe, przez które prowadzi droga do Mikołaja kasującego 40 euro za wspólne zdjęcie, w pomieszczeniu tak kiczowatym jak tylko kicz może wyglądać to naprawdę potrafi zaboleć! Więcej słów w tym miejscu używać nie chcę ponieważ wspomnienie tego dnia przyprawia mnie o dreszcz do tej pory a słowa Mikołaja " see you in winter time" kiedy prawe stamtąd wybiegłam dudnią mi w uszach po dziś dzień...Poniżej jedynie mały klips zdjęciowy z tego traumatycznego wydarzenia oraz symboliczna linia oznaczająca koło podbiegunowe w Finlandii (w Norwegii znacznie lepiej ponownie jest ten temat zorganizowany).



To co mnie naprawdę zaskoczyło...
Jeziora na wyłączność, dzikie gęsi budzące swoim krzykiem o 5.00 rano, niesamowita cisza w nocy, piękne krajobrazy i czyste jeziora- tego mogłam się spodziewać...To co mnie zaskoczyło i jednocześnie urzekło, to między innymi zimny "wychów"jak ja to nazywam:) Godzina 22.40- jesteśmy już daleko za kołem podbiegunowym, jest jeszcze widno, ciemniej choć nie całkiem zrobi się około 24.00, właśnie ominęła nas burza a ja siedzę sobie w polarze, długich spodniach i upajam się ciszą i widokiem jeziora. Chłodek trochę. Nagle podjeżdża samochód, zatrzymuje się nad jeziorem, wypada z niego gromadka dzieci w strojach kąpielowych i pędzą do jeziora! Jedno wraca- myślę sobie- no nie, przecież zimno- krzyczy coś do kierowcy, ten wychodzi z auta, rzuca mu napompowane kółko i mały leci z powrotem do wody. Taplanina trwa jakieś 40 minut po czym do przebieralni ( są tu równie częste jak przystanie dla wędkarzy i toalety), do samochodu i do domu. Da się?  Podobnie jak da się zostawiać łódki nie przywiązane razem z silnikami na brzegu jeziora bez obaw, że jutro już ich tam nie będzie. Da się też powszechnie pić kawę w marketach podczas zakupów- bo przecież nie warto się spieszyć...Da się żyć spokojnie, jeździć drogami bezpiecznie, nie śmiecić w lasach bo są wspólnym dobrem i dbać o własne domy i ogródki. Bez komentarza do otaczającej polskiej rzeczywistości pozostawię:) 






Naprawdę warto- czyli Olavinlinna i skandynawska architektura Porvoo.
W Finlandii najpiękniejsza jest natura i to jej poświęciliśmy główną uwagę w trakcie naszego wyjazdu. Wybraliśmy jednak dla siebie małe perełki architektury jak zamek Olavinlinna oraz miasteczko Porvoo, gdzie można upajać się prawdziwie piękną skandynawską zabudową. Mnóstwo sklepów z designem czyli moje zboczenie zawodowe:)









Podsumowując:
 Finlandia to kraj spokojny, po którym można bezpiecznie jeździć, biwakować, bez obaw, ze ktoś się do nas bez powodu przyczepi. Finowie są sympatyczni, nienarzucający się, zgodnie z historią: jeśli przebijesz oponę w aucie, znajomy Fin zatrzyma się, pomoże Ci zmienić koło, po czym odjedzie bez słowa:) Coś w tym jest i super:) Czyste jeziora i lasy zachęcają do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Nieraz, w środku lasu można trafić na prawdziwie i typowo fińską saunę:) W Laponii na drogach częściej spotykamy renifery, przyjazne i piękne zwierzęta, które jednak czasem pchają się pod koła więc należy zachować czujność ale podziwiać trzeba. W porównaniu do Norwegii- Finlandia nie może konkurować widokami- norweskie fiordy, góry i płaskowyże są w tej kwestii bezkonkurencyjne za to Finlandia nadrabia większą przestrzenią do biwakowania i prawdziwego odpoczynku pośród lasów i jezior czego w Norwegii nie znajdziemy. Nie ma problemów z wodą dla kamperów, można zaopatrzyć się na każdej stacji, jednak pełna infrastruktura dla kamperów na stacjach poza polami campingowymi jest jedynie w Norwegii. Raj dla wędkarzy i wszystkich, którzy chcą naprawdę odpocząć na łonie natury nie walcząc o kawałek prywatności z parawanem w ręce jak na Mazurach czy polskim morzem niestety...






Aha, na koniec słów kilka o Litwie, Łotwie i Estonii. Zwiedziliśmy wszystkie stolice, naprawdę warto choćby ze względu na sam panujący tam klimat i architekturę. Ten przekrój turystów, który można spotkać też pozwala spojrzeć z perspektywy na pewne rzeczy. Generalnie Litwa poza Wilnem specjalnie nie zachęca, szczególnie bolączką był dla nas brak parkingów do zatrzymywania się, brak czystej wody kiedy udało nam się już znaleźć po drodze jakąś rzekę...Ten kontrast między tymi krajami a Skandynawią jest mocno odczuwalny i doskwierający. Co ciekawe, w małej wiosce na Litwie, do której dotarliśmy przez przypadek na postój nad jeziorem w sklepie półki aż uginały się od alkoholu wszelakiego ale ziemniaków dostać nie mogliśmy - co najwyżej cały worek w pobliskim "pgrze" może by był:) Na Łotwie od razu odczułam w jeździe kierowców po drogach, że to już nie Skandynawia  i poczułam się znacznie mniej bezpiecznie niż przez kilka tygodni w Finlandii...Ale Rygę zobaczyć warto, szczególnie latem miasto tętni życiem chyba całą noc.



Życzę wszystkim udanych podróży i wielu inspiracji. Może nasza stanie się jedną z nich:)
Na koniec nasz własny pokój hotelowy najlepszy na świecie!:) Najcudowniejsze w podróży kamperem i na własną rękę jest to, że codziennie możemy zasypiać i budzić się w nowym miejscu! A pięknych miejsc do zobaczenia jest naprawdę mnóstwo i tego wszystkim podróżującym i pragnącym podróżować życzę!:)