BLOG O WNĘTRZACH I PODRÓŻACH.
DWIE PASJE- PROJEKTOWANIE WNĘTRZ I PODRÓŻE. WITAJCIE W MOIM ŚWIECIE!

piątek, 18 stycznia 2019

PROJEKT: łazienka w szarości i błękicie z dekorem/ PROJECT: bathroom in greys &blue accent

Projekt łazienki poniżej to część projektu dużej inwestycji, stąd wizja jest pewną kontynuacją całości. Łazienka w szarości, przełamana dekorem w kolorystyce melanżu szarości jasnej, ciemnej i przebijającego się błękitu. Błękit znalazł się również w dodatkach a jego obecność jest kontynuacją kolorów turkusu, mięty i błękitu znajdującego się na całym parterze domu przede wszystkim w salonie i kuchni. Dzięki temu osiągamy spójną wizję! Praca z Inwestorami przy całym projekcie była wielką przyjemnością:) Dziękuję!
Bathroom project which is mentioned below is a part of a large house investment and a contunuation of the whole vision of this house arrangement. Bathroom in grey colour with a decor in bright & dark grey with a blue accent. Blue colour is also in decorations like towels and accessories. Blue, mint and turquise colours appears in the whole floor, especially in kitchen and living room, so finally we get  one, common vision. Working at the whole project was a real pleasure thanks to Investors:)







czwartek, 17 stycznia 2019

ZAWÓD: PROJEKTANT WNĘTRZ-czyli dlaczego to co wydaje się być proste, piękne i przyjemne tak naprawdę jest mocno skomplikowane....

"Piękny zawód" mówią jedni...."tak sobie Pani tylko dobiera kolory", dodają..."w zasadzie to komputer wszystko robi" - taka luźna dygresja na temat wizualizacji...I na tym w zasadzie możnaby poprzestać ponieważ niestety częstokroć tak wygląda świadomość w temacie pracy projektanta wnętrz. Walczyć z tym mitem, tłumaczyć, opowiadać? Tylko Ci, którzy mieli możliwość czy chęć skorzystania z takiej usługi mogą tak naprawdę odpowiedzieć jak taka współpraca przebiega, ile wymaga czasu, wysiłku, zaangażowania i czy w efekcie ma ona sens a raczej jak wielki ma sens i jak ciężko byłoby bez takiego wsparcia....Oto kilka dygresji z życia wziętych, pisanych z wielką nadzieją jak bardzo pomogą w zrozumieniu specyfiki pracy i faktu, że za taką pracę należy się też adekwatne wynagrodzenie.

źródło depositphotos

1. Projektant wnętrz- czyli płacimy za fachowość, profesjonalizm i kreatywność a nie skupiamy się na opcji "kto da taniej". Praca projektowa to nie przysłowiowa sprzedaż na targu marchewki "kto da taniej". Jeśli chcemy żeby ktoś naprawdę wysłuchał naszych potrzeb i spełnił nasze oczekiwania musimy pamiętać, ze taka praca zostanie wyceniona indywidualnie. Osoba, która podejmie się współpracy przy tworzeniu wnętrza naszego domu- miejsca, na które niejednokrotnie pracowaliśmy całe życie- musi stać się naszym psychologiem, doradcą, fachowcem w wielu dziedzinach i osobą, na którą możemy liczyć kiedy w trakcie realizacji wystąpią nieprzewidywalne problemy...Będzie naszym pomostem między handlowcami, sklepami i ekipami wykonawczymi...Nie tylko uporządkuje nasze pomysły, stworzy spójną wizję aranżacyjną ale i przy realizacji projektu będzie po prostu wsparciem. Zatem skoro oczekujemy tak dużo i na tak dużo możemy liczyć, musimy też taką osobę odpowiednio wynagrodzić. Jeśli dodatkowo projektant prowadzi firmę, opłaca comiesięczne składki, biuro, księgową czy pracowników i tak niejednokrotnie jego zaangażowanie  i poświęcony czas będzie znacznie większe niż zysk, który finalnie po odliczeniu wszystkich kosztów osiągnie. Natomiast to co osiągnie klient to zobrazowania i spójna wizja jego marzeń o wnętrzu:)

źródło depositphotos

2. Profesjonalizm- czyli fachowy projekt i fachowa ekipa wykonawcza- inaczej polegniemy! Cóż z tego, że niejednokrotnie poświęcam ciężkie godziny pracy do późnej nocy aby przygotować pełną dokumentację techniczną opisującą każdą ścianę wnętrza domu,( który nieraz ma 150 czy 200m/2 przez co dokumentacja oscyluje w granicach 100-200 stron) po to aby wykonawca dokładnie wiedział co robić, jeśli ekipa, którą zatrudni Inwestor nie potrafi z tego skorzystać! Telefony w stylu "mogłaby Pani podjechać i pokazać na ścianie gdzie to ma być" na szczęście zdarzają się coraz rzadziej...Coraz częściej natomiast odbieram telefony "chciałam tylko poznać osobę, która tak dobrze zaprojektowała elektrykę, nie mam żadnych pytań"- i one sprawiają, że chce się pracować!:) Inwestycja w projekt i w fachową ekipę to podstawa, inaczej mamy szansę nie polec na polu walki a w miarę ogarnąć temat budowy czy remontu. Jeśli uda zgrać się obie kwestie (tym bardziej, że projektant na szczęście pracuje też z własnymi fachowcami, których może polecić)- mamy szanse nie tylko podczas całej inwestycji zachować zdrowie psychiczne ale i rzeczywiście finalnie cieszyć się efektem w realu a nie tylko na wizualizacjach.

3. Komputer sam niczego nie robi- programy pokazujące wnętrza naszych domów w 3D to zarówno totalne błogosławieństwo jak i przekleństwo. Kiedy nie było takiej możliwość Inwestor musiał całkowicie zaufać projektantowi, że rozwiązanie, na które wskazuje jest optymalne i finalnie najlepsze dla inwestycji. Możliwość zobaczenia wnętrza w 3d czasem zamiast pomóc może też oddalić kwestie podjęcia decyzji. Jeśli nie wiemy czego chcemy i w jakim wnętrzu będziemy dobrze się czuć praca nad wizualizacjami może trwać w nieskończoność i zamienić się w totalny absurd. Wizualizacja ma pomóc naszym wyobrażeniom ale nie należy poddawać się paranoi. Nie chodzi o to, żeby tygodniami tworzyć doskonały rysunek- chodzi o to, żeby stworzyć w realu doskonałe wnętrze. A wnętrze doskonałe będzie tylko wtedy, kiedy będziemy w nim czuć się dobrze- a każda osoba czuje się dobrze w różnym otoczeniu. I tu dochodzimy do sedna sprawy- niejednokrotnie Inwestorzy proszą o zmiany w wizualizacjach- inny kolor grzejnika, inny kolor kanapy, inny sprzęt, inna lampa itd...Każdorazowe przygotowanie wizualizacji zajmuje GODZINY! To nie TYLKO zmiana koloru, następnie TYLKO zmiana kształtu albo TYLKO inny obraz na  ścianie. Komputer sam niczego nie robi, to praca osoby, która musi wyszukać odpowiednie bryły 3d aby je wprojektować, dopasować wymiary, zmieniając jeden kolor może okazać się niezbędna zmiana innych elementów i tak w nieskończoność....Dlatego dobrze żeby Inwestorzy zdawali sobie sprawę, ze każdą wizją, którą naprawdę ciężko przekuć w 100% na grafikę stoi człowiek. Warto czasem zaufać jego wyczuciu i doradztwu- zamiast tracić cenne godziny naszego życia na tworzenie i ciągłe zmienianie pięknego obrazka, którego możemy nie zrealizować bo finalnie pochłoną nas koszty jego realizacji. Warto też nie marnować czasu na zmiany tylko po to, żeby finalnie stwierdzić, że pierwotna wizja zaproponowana przez projektanta była jednak najlepsza! Dlatego zatrudniając projektanta dajmy mu narzędzia w postaci naszych oczekiwań ale i zaufanie by nasze oczekiwania mógł spełnić bazując nie tylko na grafice ale i na doświadczeniu, wyczuciu struktur i kolorów, które będziemy mogli docenić dopiero w rzeczywistości.

4. Od spotkania z Inwestorem do finalnego projektu wnętrza- pomiędzy jednym a drugim wydarzeniem upływają czasem tygodnie a nawet miesiące... Jeśli Inwestor powierza mi zaprojektowanie wnętrza domu, który ma np. 150m/2 to wiemy już, że czeka nas kilka tygodni poznawania się:) Dobrze zatem, żebyśmy od początku nadawali na tych samych falach - to ważne! Weryfikacja pomysłów inwestorów a następnie żmudna praca nad funkcjonalnością i kwestiami technicznymi aż do najtrudniejszych niuansów jakimi rządzi się poczucie stylu i estetyki, które każdy z nas ma różne...Taka praca to nie tylko kierowanie się zasadami sztuki projektowej ale i umiejętne przekuwanie jej na indywidualne potrzeby. Nie jest to łatwe i naprawdę aby osiągnąć zadowalający efekt to nie tylko kwestia "dobieranie kolorów":) 

5.Dzień z życia projektanta wnętrz- o ile początek dnia zwykle wygląda tak:



to koniec nie jest już zbyt zachęcający:


żródło depositphotos

Co się wydarza przez te kilka godzin?
Odpisywanie na maile- nie zawsze ważne i istotne oraz odbieranie telefonów z tysiącem pytań- od Inwestorów i wykonawców- patrz punkt 9. Praca za biurkiem nad projektem, która wymaga skupienia i koncentracji a przede wszystkim pomysłu i kreatywności- często przerywana niecierpiącymi zwłoki telefonami:) Wizyta na budowie, pomiary i ustalenia z wykonawcami. Wizyta w sklepach- wybieranie materiałów wykończeniowych, oświetlenia, mebli. Spotkanie z klientem, jednym lub kilkoma- sugestie dotyczące wyboru płytek, roztaczanie wizji finalnego efektu już w sklepie zanim jeszcze rozpocznie się sama praca projektowa aby dać jak najlepsze wyobrażenie, ze ten wybór będzie naprawdę słuszny i uzyskamy pożądany efekt- nie chcemy przecież marnować sobie wzajemnie czasu, którego ani Inwestor ani projektant nie ma za wiele. Wysyłanie zapytań ofertowych, wyceny i kosztorysy....Wysyłanie zdjęć z propozycjami i wizualizacji do inwestorów z wszelkimi opisami tłumaczącymi zasadność takich a nie innych rozwiązań...czy 8 godzin dziennie wystarczyłoby na to wszystko?:)

6. Niezbędne elementy pracy projektowej:
- wizyta na budowie- podczas ponad 5 lat prowadzenia własnej pracowni tylko w przypadku dwóch projektów nie byłam obecna na budowie- pierwszy to projekt w Luksemburgu, drugi w Wejherowie- zgłaszający się Inwestorzy, wiedzieli, że odległość uniemożliwi ten aspekt więc świadomie zlecili go "on-line" a dowodem na totalne powodzenie jest fakt, że zgłaszają się ponownie przy okazji kolejnych inwestycji. Serdecznie za to dziękuję! Natomiast ten aspekt to podstawa, żeby zobaczyć okoliczności towarzyszące projektowi, omówić wszystkie potrzeby bądź na tym etapie możliwości wprowadzenia zmian np. układu ścian i zwyczajnie banalnie zinwentaryzować wnętrze. Oj tak, zdarzało mi się być "kolejnym" projektantem, stąd wiem, ze nie zawsze jest to takie oczywiste:)

- pomysł, pomysł i jeszcze raz wizja- standardowo miejsce rozpoczęcia pracy projektowej wygląda tak:




I dopiero po dłuższym czasie może wyglądać tak:






Aby osiągnąć to drugie projektant musi wykonać przede wszystkim pracę, która jest wizją i jej żmudnym w czasie przelaniem na papier, czasem też dopilnować aby wykonawca zamiast "nie da się" zrobił "da się" i wszyscy byli zadowoleni:)

-panowanie nad chaosem informacyjnym- ilość informacji jakie przetwarza projektant jest wręcz przeogromna. Zwykle pracuje się nad kilkoma projektami jednocześnie, w międzyczasie realizują się inwestycje z projektów wcześniej ukończonych, czasem z opóźnieniem np. po 2 latach od ukończenia projektu...To powoduje cała masę elementów, które ma się w głowie, ponieważ rozmawia się z kilkorgiem różnych Inwestorów, taką samą liczbą wykonawców oraz osób realizujących np. dostawy materiałów na budowy...Ciężko mieć w głowie dokładnie każdy zrealizowany projekt w szczegółach:) A i tak zawsze padnie o najdrobniejszy szczegół:)

7. Remont i budowa to koszmar- nie ma co ukrywać, takie są fakty...Projekt to podstawa i tak naprawdę bez niego całe przedsięwzięcie okazuje się o wiele trudniejsze. Projekt na budowie to drogowskaz dla wykonawcy, w którą stronę iść. To oszczędność czasu również dla wykonawcy, który nie musi pytać Inwestora o każdy element tym bardziej, że sam proces realizacji można częstokroć nazwać koszmarem pod względem organizacji, spinania terminów wykonawców, dostaw towarów i tak dalej...Jednak zanim dojdzie do finalnego dopięcia projektu wnętrza wielość możliwości w trakcie samej aranżacji wnętrz zarówno pod względem stylistyki, różnorodności materiałów, sklepów i analiz może przyprawić co najmniej o ból głowy...Na tym etapie najczęściej okazuje się, ze Inwestorzy mają różne wyobrażenia i oczekiwania i czasem naprawdę trudno je pogodzić...Godziny rozmów, ustaleń, propozycji i wizualizacji  Projektant zrobi wszystko żeby pokazać skalę możliwości ale też zasugeruje najlepsze rozwiązanie- natomiast to Inwestor podejmuje decyzje. Oczywiście zdarzają się też sytuacje idealne, kiedy Inwestorzy są tak zgrani, że dokładnie oczekują tego samego oraz są w stanie bardzo szybko podejmować decyzje co do propozycji dzięki czemu projekt posuwa się do przodu. Są to Inwestorzy Idealni- których w swojej karierze miałam okazję poznać kilku za co serdecznie dziękuję- to pozwoliło mi wytrwać w przekonaniu, że moja praca i zaangażowanie ma sens i wracam do miłych chwil pracy nad projektem zawsze kiedy myślę, że naprawdę już teraz oszaleję!:)

8. "Casting" na projektanta- oczywiście zrozumiałe jest, że podjęcie decyzji o pracy z konkretnym projektantem wnętrz jest bardzo trudne. Częstokroć Inwestorzy spotykają się z kilkoma projektantami, żeby też ich poznać i zobaczyć, który najbardziej odpowiada im "charakterologicznie". Natomiast ważne jest aby zgłaszać się do projektanta, którego prace- projekty i realizacje, które możemy znaleźć na stronie- nas przekonują. Możemy poznać główne założenia i kierunek estetyczny prac i zobaczyć czy nam on odpowiada. To z pewnością oszczędzi czas obu stronom. Dobry projektant wnętrz i tak zaprojektuje w stylistyce, która będzie odpowiadać Inwestorowi a nie jemu samemu- na tym to przecież polega!

9. Śmieszno- strasznie- czyli liczba telefonów, maili i problemów, które często nimi nie są może być nieskończona! Przykłady? Proszę:
-"Pani Aniu, bo wykonawca powiedział, ze maluje tylko Śnieżką. Czy może Pani na szybko wybrać kolory ze Śnieżki zamiast tych, które zatwierdziliśmy? Bo on już czeka na budowie"?
-" Pani Aniu, bo tam taki kabel zwisa , pod telewizor chyba, ale to jakoś za wysoko, wydaje mi się, a wykonawca mówi, że zrobił inaczej niż w projekcie i  najwyżej się zmieni, to tak ma być"
- "Pani Aniu, bo po konsultacjach stwierdziliśmy, ze te kolory na które ostatecznie zdecydowaliśmy się wczoraj to jednak zmienimy"
- "Pani Aniu , bo przyjechał ten towar, który miał nie przyjeżdżać a ten Pan, co miał to załatwiać to go nie ma, a kurier czeka to co ja mam robić"
- "Pani Aniu, ten kolor biały to taki jakby mało biały, czy on miał wpadać w pistacjowy, bo taki mi się wydaje, chyba, że jak meble dojdą to inaczej będzie?"
- "Myślałam, że będzie bardziej żółty"...
-"Przepraszam, że dzwonię o 22.00 ale tak w sumie mam czas to może omówimy propozycje?"
-"A to Pani żyje! Bo w sobotę i niedzielę nie mogłem się dodzwonić...Nic polnego, tak w sklepie byliśmy akurat no i...."
- "Na zdjęciu mi się podoba ale jak patrzę w sklepie to nie"
- "Porównując te trzy odcienie szarego, który jest najbardziej szary?"

I tak w nieskończoność:):):):)


żródło depositphotos

Projektant też człowiek! Może to dziwić ale też potrzebuje jeść, spać i mieć czas wolny aby widzieć się z rodziną, mieć czas na rozwój osobisty i na kreatywny odpoczynek! Myślę, że większość projektantów naprawdę kocha swoją pracę bo jak widać powyżej naprawdę nie jest ona łatwa. Wymaga opanowania wielu zawodów w jednym i naprawdę dużej dozy cierpliwości i empatii w kontaktach międzyludzkich. Asertywność jest czasem konieczna. Jednak wiem, że dobre chęci, dobrze ustalone zasady i wzajemny szacunek to konieczność aby współpraca na linii Projektant- Inwestor zakończyła się sukcesem! Na szczęście tak się dzieje! Mam nadzieję, ze ten wpis nieco przybliżył samą specyfikę pracy i pomoże w podejmowaniu świadomych decyzji dlaczego warto w taką współpracę zainwestować!



poniedziałek, 7 stycznia 2019

PODRÓŻE: Izrael: Eilat, Morze Martwe i Jerozolima zimą






























Izrael, w szczególności Eilat położony na południu kraju, nad Morzem Czerwonym przy granicy z Egiptem i Jordanią jest z pewnością poza Wyspami Kanaryjskimi idealnym miejscem aby uciec przed polską zimą w poszukiwaniu słońca i czystego powietrza. Lot z Krakowa zajmuje 4 godziny i lądujemy w całkiem innej rzeczywistości. Pod wieloma względami jest to piękna podróż i doświadczenie, jednak Izrael jest specyficzny pod wieloma względami i jest to naprawdę odrębna strefa geograficzna i kulturowa.



1. Kontrola po przylocie i przed wylotem- to najbardziej wymagająca część całego podróżniczego przedsięwzięcia. Przed wylotem rzeczywiście czytaliśmy na ten temat i mieliśmy świadomość , że jak napisali niektórzy "trzeba uzbroić się w cierpliwość" jednak stan faktyczny był zdecydowanie gorszy od wyobrażenia. Jeszcze na płycie lotniska przed wejściem w strefę kontroli zostaliśmy wybiórczo zatrzymani, nasze paszporty sprawdzone i padło kilka pytań  nt. naszych wzajemnych relacji, planów pobytowych itd. Zostaliśmy puszczeni dalej jednak kolejki przed tzw." wywiadem" zdawały się nie mieć końca...Oczekiwanie na wywiad trwało dwie godziny, była to już nasza dziewiąta godzina w podróży licząc od wyjścia z domu zatem takie oczekiwania na "przesłuchanie" stawało się mocno irytujące. Niestety ciężko było pozbyć się wrażenia, że urzędnicy są mocno upierdliwi a nie skrupulatni. Natomiast dowiadując się już na miejscu coraz więcej o kraju i kulturze pewne zachowania zaczęły w naszych oczach być zasadne i kontrola powrotna- choć trwała równie długo i konieczne było przemierzenie aż czterech punktów kontrolnych i odpowiedzenia na szereg niejednokrotnie dziwnych pytań- obarczona była już mniejszym stresem. Trzeba uświadomić sobie, że jest to kraj ciągłych napięć a relacje z sąsiadami są obarczone ryzykiem działań wojennych. Trzeba też mieć świadomość, że mając w paszporcie pieczątki z Egiptu, Jordanii czy Iranu nie unikniemy dodatkowych pytań o cele wizyt w tych krajach a jeśli tylko nasze odpowiedzi będą pokrętne możemy narazić się na długofalowe przesłuchanie.

2. Lato zimą- Eilat położony jest na południu kraju nad Zatoką Akaba. My lądowaliśmy la lotnisku Ovda, z którego do centrum Eilatu jedzie się ok 50 minut. Na lotnisku nie ma wypożyczalni samochodów, do miasta można udać się transportem publicznym (*autobus linii 282, płatnośc gotówką w szeklach) lub prywatnym firmy Egged- z którego skorzystaliśmy, robiąc booking i płatność jeszcze przed wylotem. Teoretycznie mieliśmy w  niego wsiąść 40 minut po przylocie, jednak było to niemożliwe ze względu na przedłużającą się kontrolę- natomiast nie było najmniejszego problemu z transportem po czasie. Temperatura na przełomie grudnia/ stycznia wynosiła ok 20-24 stopnie, słońce zachodziło po 17-tej i temperatura spadała do ok 12-14 stopni więc przydawały się cieplejsze okrycia.Sam Eilat jest typowym kurortem, nie najpiękniejszym z odwiedzonych w różnych miejscach dotychczas a było ich sporo więc tak wypada porównanie. Jednak czysta woda, powietrze i słońce to na pewno gwarancja odpoczynku.Tym bardziej, że Morze Czerwone pełne jest różnorodnych ryb a w stronę granicy z Egiptem i Taby ma również rafę koralową.





                                                          Wszechobecne koty....





























3. Red Canyon- czyli obowiązkowy punkt do odwiedzenia w Eilacie. Czerwony Kanion oddalony jest o ok 30 km od miasta. Co rzadko się zdarza nie wypożyczyliśmy samochodu, chcąc sprawdzić czy damy radę poruszać się tym razem komunikacją miejską. Jechaliśmy autobusem wraz z wojskiem- do tej obecności trzeba się w Izraelu po prostu przyzwyczaić jak i do widoku długiej broni w rękach naprawdę młodych ludzi- autobus po drodze zatrzymywał się na pustyni w kilku miejscach, gdzie zlokalizowane są jednostki szkoleniowe, jednak kierowcę poprosiliśmy, żeby pamiętał i wysadził nas przy Red Canyon co się zresztą bez problemu udało. Na miejscu mała konsternacja, którym szlakiem iść i jaki kierunek obrać. Autobus bowiem zatrzymuje się przy głównej drodze a nie na parkingu do Red Canyon- zatem nasza trasa przebiegła całkiem odwrotnie niż większości turystów ale dzięki temu zobaczyliśmy znacznie więcej, ponieważ przeszliśmy dłuższą część kanionu, do której większość idąca od właściwej strony nie dociera. Cała trasa trwała 2 godziny- tylko przy samym końcu- miejscu głównie obleganym turystycznie od właściwej strony parkingu była bardziej wymagająca ze względu na wąskie przejścia między skałami i drabinki. Natrafiliśmy na grupę nastolatek, które zakorkowały przejście i krzykom i lamentom nie było końca:) Generalnie warto pójść właśnie czarnym szlakiem od strony drogi- aby stanowić następnie źródło informacji dla nadchodzących z przeciwka:) Na dworcu centralnym w informacji jeszcze przed wyjazdem zapytaliśmy kiedy jest powrotny autobus- powiedziano nam jedynie kiedy jedzie ostatni...Generalnie trzeba się przyzwyczaić, ze na takich trasach przystanki nie są zaopatrzone w rozkłady a autobusy niejednokrotnie jeżdżą jak chcą:) W drodze powrotnej żeby nie zamarznąć na pustyni udało nam się złapać taksówkę gdzie wraz z poznanymi turystami z Niemiec za powrót do miasta zapłaciliśmy po podziale tylko nieco drożej niż wyniosłyby bilety (bilet autobusowy do kanionu- 16 szekli/osoba).







































Dobrze mieć kogoś, kto zawsze poda Ci rękę:)



4. Morze Martwe czyli co najpiękniejsze w Izraelu! Z Eilatu nad Morze Martwe jest ponad 200km, trasa trwa ok 2,5 godziny. Dla mnie to obowiązkowy punkt wizyty w Izraelu, skądkolwiek miałoby się tam dojechać! Morze podzielone jest na część płytszą -do 4m głębokości i część głęboką, gdzie woda ma zdecydowanie bardziej intensywny kolor ze względu na głębokość do 250m. Miejsce jest przepiękne! Jest to największa depresja na świecie, ok 430m p.p.m. Jest tam ok 10% więcej tlenu co naprawdę pozwala odetchnąć pełną piersią. Kojący duszę krajobraz i woda o zasoleniu tak dużym, że wypycha na powierzchnię. Nie da się pływać za to relaks jest maksymalny- można po prostu leżeć na wodzie bez wysiłku. Wielość minerałów sprawia, ze jest to miejsce przede wszystkim relaksacyjno- zdrowotne. Największym problemem jest jednak to, że wysycha i jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania za ok 70-80 lat miejsce to przestanie istnieć.




 5. Jerozolima- wyprawa z Eilatu do Jerozolimy jest dość mocno wymagająca ze względu na odległość. Sama trasa autokarem zajmuje ok 4 godzin, trzeba nastawić się również na zmianę pogody. W Eilacie ok 20 stopni, nad Morzem Martwym ok 22 stopnie czyli pełen komfort, Jerozolima zaledwie 11-12 stopni. Szczerze współczułam tym, którzy na miejscu musieli się zaopatrzyć w spodnie i bluzy i przestać zgrywać chojraka:) Sama Jerozolima jest dość ciężkim miastem do zwiedzania- tłumy ludzi, wielokulturowość, trudna historia i masa informacji do ogarnięcia. Warto mieć przewodnika, który wyjaśni wszelkie niuanse i przeprowadzi przez labirynt uliczek. Nie ominą nas tam kontrole bezpieczeństwa, czujne oko wojska i strefy, do których nie uda nam się wejść....Ale warto!





6. Niuanse: W Izraelu z pewnością czeka na nas przepyszna kuchnia. Mnóstwo przypraw w kontraście do chemii wszelakiej, której tam się nie używa...Generalnie Izrael do tanich miejsc nie należy. Łatwo przeliczać szekle na złotówki ponieważ 1 szekiel to okolice 1 złotówki. O ile kebab, shawramę czy falafel zjemy za ok 35-50zł to w knajpce czy restauracji same startery w połączeniu z piwem będą nas kosztować dla dwóch osób już ok 130zł. Główne dania z napojami zamkną się w okolicy 200-250zł. Samo piwo kosztuje ok 26-28 szekli. Lampka wina- tyle co cała butelka ok 26-35 szekli. Na co trzeba uważać to płatności kartą- to jedyne miejsce w jakim byłam gdzie żadne płatności nie są potwierdzane kodem pin! Co to oznacza w praktyce- wystarczy dać kartę i kwota zatwierdza się sama. Może to dawać pole do wszelakich nadużyć, szczególnie, że częstokroć płacąc np. za posiłek w restauracji kelner zabiera kartę...Co prawda przynosi rachunek z daną kwotą ale skąd pewność, że nie zatwierdził też innych transakcji? W Izraelu nikogo to nie szokuje, tak jest po prostu. Może to kwestia ogólnego zaufania? Generalnie lepiej posługiwać się gotówką.




                                                           Z widokiem na Jordanię....


7. Czy warto? Na pewno tak. Izrael bardzo mnie zaskoczył w aspektach pozytywnych jak i negatywnych...Jest to zupełnie inna od europejskiej kultura- poczynając od kwestii religijnych na mentalnych i kształtowaniu wspólnoty kończąc...Wielu elementów specyfiki kraju tam po prostu nie zobaczymy- natomiast jeśli nas zaciekawi ,zdobyte informacje mogą mocno zaskoczyć.