BLOG O WNĘTRZACH I PODRÓŻACH.
DWIE PASJE- PROJEKTOWANIE WNĘTRZ I PODRÓŻE. WITAJCIE W MOIM ŚWIECIE!

poniedziałek, 21 października 2019

PODRÓŻE: CHORWACJA czyli cóż z tego, że pięknie...

Są takie miejsca na świecie, z których wraca się zainspirowanym (Dania), urzeczonym (Norwegia) i pełnym energii (Finlandia) i takie, z których wraca się....rozczarowanym...Jest to pewnie kwestia preferencji, subiektywnych potrzeb i oczekiwań, pewnie też jednak po części kwestia tego, co w danym miejscu nas spotyka. Nie mogę wyjść ze zdziwienia i zrozumieć, co 900 tys. Polaków urzeka w Chorwacji niemal corocznie i, że co niektórzy potrafią tam jeździć rok w rok...Może dla tych przybywających w jedno konkretne miejsce nad naprawdę pięknym Adriatykiem bezpośrednio z autostrady i spędzających tam (jak się domyślam po okresie wykupu winiet na kraje, przez które trzeba przejechać) 10 dni siedząc na słonecznej plaży jest to szczyt marzeń o egzotyce i szczyt marzeń w ogóle, nie wiem...Nie jestem typem siedzącym w jednym miejscu więc może się nie wpisuję w okoliczności, natomiast dla mnie Chorwację należałoby zwiedzać samochodem terenowym aby móc wjechać w miejsca gdzie inni nie dali rady dojechać aby wyrzucić śmieci!! Tak, tak, przykry to fakt, że jest to miejsce tak do granic zaśmiecone i poza kurortami kompletnie nie zadbane...Ale po kolei zaczynając od kilku pozytywów...


Przygotowania do podróży:
Generalnie większość udających się na Chorwację wybiera dwie trasy- przez Słowację i Węgry lub Czechy, Austrię i Słowenię. My połączyliśmy obie trasy i do Chorwacji wybraliśmy trasę przez Słowację  i Węgry ale z małym "utrudnieniem". Postanowiliśmy Chorwację "zaatakować" od południa czyli dodatkowo przejechaliśmy przez Bośnię i Hercegowinę aby mieć świadomość w większej mierze jak wyglądają Bałkany i zobaczyć Sarajewo. Z powrotem jechaliśmy przez Austrię i Czechy. Dopiero później okazało się, że ten wybór trasy przez Bośnię pozwolił nam zobaczyć to co najpiękniejsze w Chorwacji czyli samo południe przy granicy z Czarnogórą i Dubrownik- później jadąc na północ było niestety już tylko gorzej i obawiam się, że obierając trasę odwrotną z północy na południe nie dalibyśmy rady tam w ogóle dojechać...Utonęlibyśmy w śmieciach! Dodam, ze generalnie staramy się się zawsze nadkładać drogi i rzadko jeździmy autostradami właśnie po to żeby zobaczyć jak najwięcej, jak wygląda kraj naprawdę tam gdzie żyją autoktoni. Aby jechać przez Bośnię wcześniej musieliśmy przekroczyć granicę z Chorwacją i kontrola na granicy była rzeczywiście mocno rozbawiona kiedy powiedzieliśmy im, ze jedziemy do Dubrownika- była to w końcu granica w północno- wschodniej części Chorwacji- i tu już mieliśmy okazję zaobserwować jak ten chorwacki cud naprawdę wygląda. Bośnia okazała się mocno przytłaczająca...cała trasa do Sarajewa usiana krajobrazem opuszczonych i walących się domów z okresu wojny, wyrastających na ich tle nowych zabudowań o nie najwyższym standardzie, dróg usianych śmieciami po każdej stronie i takich samych małych zatoczek nazwanych górnolotnie postojówkami- na stacjach benzynowych nie lepiej. Dołóżmy do tego wszechobecne cmentarze nawet w centrum Sarajewa. W Sarajewie jakby czas się zatrzymał, ale ludziom chyba do szczęścia wystarcza tutaj po prostu spokój...Dość, ze codziennie muszą patrzeć na ostrzelane domy i krajobraz po bitwie...



























Aby dostać się z Sarajewa na południe Chorwacji mamy jedną główną drogę, która prowadzi przez góry- Alpy Dynarskie przez ok 300km. Tutaj również trzeba zmierzyć się z mało przyjaznym krajobrazem, ruinami i śmieciami, dopiero zbliżając się do Chorwacji zaczyna pojawiać się cień nadziei i urokliwszy krajobraz . A na samym końcu czeka miłe zaskoczenie- miejscowość Trebinje przypominająca już mocno klimat Chorwacji.


Jedna z nielicznych czystych i naprawdę pięknych miejscówek w Alpach Dynarskich. Natomiast na drugim zdjęciu pośród uroczo skubiących sobie trawkę owiec walały się się same śmieci....

 

To,co warto zobaczyć:
Południe Chorwacji przy granicy z Czarnogórą oraz Dubrownik:
- te miejsca na pewno warte są odwiedzenia. Choć do samego Dubrownika robiliśmy dwa podejścia- pomimo, ze byliśmy mocno po sezonie bo w połowie października - ilość turystów w Dubrowniku była powalająca, stąd postanowiliśmy przeczekać noc i zwiedzić Dubrownik z samego rana kolejnego dnia co okazało się najlepszym wyjściem. Pragnę jeszcze nadmienić, że cena parkingu w Dubrowniku wyniosła w przeliczeniu ok 100zł, z czego mogę wysunąć jedynie wniosek, ze Dubrownik uważa się za drugie Oslo- tam cena za godzinny parking jest taka sama:) Aby wejść na dubrownickie mury również należy "polubić" się z tą kwotą:)














Kupari- czyli zatoka umarłych hoteli
w niedalekiej odległości od Dubrownika znajduje się właśnie zatoka umarłych hoteli- na sporym obszarze z dostępem do plaży i pięknym widokiem jest kompleks zniszczonych , ostrzelanych przez wojska serbsko-czarnogórskie hoteli...podobno już kilka lat temu został ogłoszony przetarg na rewitalizację, jednak do tej pory nic się tam nie wydarzyło. O dziwo w porównaniu z resztą Chorwacji to miejsce jest stosunkowo mało zaśmiecone- rozumiem chyba nawet czemu- jest to jedyne miejsce w okolicy gdzie jest trochę miejsca! To zabrzmi dziwnie, ale całe wybrzeże Chorwacji cierpi po prostu na brak miejsca- poza wyznaczonymi terenami na campingi i hotele nie ma gdzie szpliki wcisnąć. Można zapomnieć o znalezieniu miejscówki gdzie można zostawić samochód blisko plaży i po prostu spokojnie usiąść bez tłumów podziwiając widoki. A tam dzięki braku zamknięcia nareszcie jest gdzie choćby pójść na spacer z psem z czego wszyscy miejscowi korzystają. To, ze generalnie ta "bardzo rozwinięta turystycznie Chorwacja" jest wcale nie rozwinięta pod tym względem i można odnieść wrażenie, że zakazuje się tu niemalże wszystkiego (jak widać poza śmieceniem) opiszę później.





Trogir
Faktycznie najpiękniejsze miasto w Chorwacji. Ma bardzo przyjemny klimat małych uliczek i rzeczywiście ktoś tu w końcu sprząta podobnie jak w Dubrowniku.








Wybrzeże część południowa i Riwiera Makarska
Ta część wybrzeża Adriatyku jest naprawdę urokliwa- nie zalicza się już do niej sama miejscowość ukochana przez rodaków- Makarska. Nie chcę wiedzieć co tam dzieje się w sezonie! Poza sezonem główny parking przy wybrzeżu jest gremialnie otwarty dla wszystkich (hurra) i zatrzymując się tam można od razu natknąć się na toalety zlokalizowane w krzakach (tak, tak- innych brak) i pozostawione papiery aby łatwiej było odgadnąć co i gdzie. Przykre ale prawdziwe. Zdjęć tego uroczyska wszystkim oszczędzę. Pominę już fakt, ze na wszelki wypadek nad tą piękną riwierą zatrzymać się nie ma gdzie - mam tu na myśli odpowiednie zajazdówki przy drodze, które można spotkać w krajach cywilizowanych i turystycznie rozwiniętych- na których znajduje się szczyt pomysłu i architektury czyli ławeczki czasem nawet w wersji lux czyli czytaj ze stolikiem aby zjeść śniadanie:) O tym też napiszę za chwilę.



Trzeba się naszukać żeby znaleźć taką miejscówkę....Istnieje tylko dlatego, że pobliski kemping zamykają poza sezonem...

Jeziora Plitwickie
Nad Adriatykiem lato i kwiaty kwitną -tutaj prawdziwa jesień.
To co najbardziej denerwuje, to, że w tym nieszczęsnym "turystycznie rozwiniętym" kraju wszystko jest mega drogie i nawet dostęp do natury jest płatny. Być może człowiek niepotrzebnie za dużo cywilizowanego świata widział i się czepia, cóż! Może to skandynawskie "zboczenie" gdzie w każdym kraju obowiązuje prawo człowieka do natury- każdy park narodowy jest za darmo i do pełnej dyspozycji i o dziwo jak to zrozumieć- nigdzie nie ma syfu i śmieci!!!! Jak wspomnę sobie fińskie parki narodowe z cudownie wytyczonymi szlakami, porządkiem, uśmiechniętą obsługą na wejściu i bez grama papierka to aż mnie ściska po tym jak w Chorwacji zobaczyłam:
- nieszczęśliwą i zgorzkniałą minę Pani wskazującą parking- reszta obsługi nie mniej nieszczęśliwa
- turystów stojących w kolejce aby zapłacić za wc 
- turystów, którzy na chwilę zatrzymali się na zatoczce przed szlabanem płatnego oczywiście parkingu i podszedł do nich Chorwat krzyczący "I give you a punishment!!" - wybaczmy mu jego niezrozumienie języka angielskiego- żenada po prostu! O kulturze i sztuce Chorwatów na koniec.
- mapka, którą dostajemy na Jeziorach Plitwickich niech nikogo nie zmyli! Jest tak opisana, że na trasie nie wiadomo co i jak i wielu pyta o co kaman?
Cud, ze można wejść z psem! Rozwój i progres:)






 Kraj tworzą ludzie.
Prawda o Chorwacji, dla tych, którzy tak chętnie i licznie odwiedzają jej wybrzeże może być niewygodna. Jednak fakty są jakie są i doświadczyliśmy ich na własnej skórze. Wystarczy udać się poza oblegane kurorty, gdzie sprzątają i być może czasem ktoś się uśmiechnie aby zobaczyć jak to wszystko wygląda. Oczywiście należy pamiętać, że są to tereny naznaczone konfliktami i wojną- być może przez to ludzie nie są tutaj mili i sympatyczni. Ale skoro tak bardzo Chorwacja chce być krajem turystycznym i tak bardzo mówi się tutaj o "wysoce rozwiniętej turystyce" to powinno to chyba trochę lepiej wyglądać. Dla mnie rozwinięta turystyka to możliwość wyboru- czy chcę być w hotelu, na campingu a może w zupełnie odludnym miejscu z dala od ludzi i przy okazji nie utonąć w śmieciach. Tutaj tego wyboru nie ma- albo hotel- albo camping- albo śmieci! Ludzie generalnie nie są nastawieni przyjaźnie. Zaraz po wjeździe za granicę Chorwacji- stanęliśmy na chwilę na poboczu ulicy, na której prawie nic nie jechało i już po chwili zostaliśmy obtrąbieni przez Chorwata!! Zachowują się , jakby w ogóle nie myśleli- masz prawo przyjechać i zostawić kupę kasy w hotelu ale zatrzymać się na poboczu już nie masz prawa? Możesz mieć zawał za kierownicą i tak się obtrąbią! To samo zdarzyło nam się jeszcze dwukrotnie zatem nie był to przypadek odosobnionego palanta. Dla porównania przytoczę norweski przykład- gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę na ulicy bo nie wiedzieliśmy czy zmieścimy się pod mostem i od razu zatrzymało się po kolei trzech Norwegów aby zapytać czy nie potrzebujemy pomocy.Ot, taka mała różnica. Nienawidzą tu kamperów, wszędzie zakazy "no camping", można odnieść wrażenie, ze nienawidzą też tu psów- wszędzie "no dog". Moja konkluzja jest taka- sami śmiecą i uważają, że jak ktoś się zatrzyma poza kempingiem to śmiecić też będzie! I znów przytoczę Skandynawię- tam kamperów zatrzęsienie, zatrzymują się gdzie chcą, śmieci nie ma nigdzie-spaliliby się ze wstydu zostawiając śmieci w naturze, którą tak kochają. A tutaj- pozastawiane drogi, żebyś czasem człowieku nie wjechał i nie uszczknął trochę natury poza kempingiem. Zakazy do  "wysoko zorganizowanej" miejscówki poniżej:


                                                                     I z bliska....

Taka jest prawda o Chorwacji. Szkoda, że nie udało mi się nigdzie wcześniej o niej przeczytać. Poza pięknym wybrzeżem Adriatyku warto spojrzeć trochę szerzej. Nie jest to kraj do turystyki kamperowej poza kempingiem. Nie ma tam miejsc aby kontemplować naturę, nie ma dbałości o naturę i czystości- jedynie w kurortach i na kempingach. Nie jest to miejsce dla tych, którzy chcą czuć się wolni i pobyć z naturą sam na sam. Już na Kanarach znaleźć można więcej dostępu do natury o przyjaznych ludziach nie wspominając. Jedyne co jest przyjazne w tym kraju to klimat. Podsumowując: Januszowi i Grażynie polecamy! My natomiast pozostajemy przy może zimniejszej ale wbrew pozorom bardziej przyjaznej Północy:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz